Cześć! Byliście kiedyś w Karkonoszach? Ja byłam kilka razy i muszę wam powiedzieć, że to piękny zakątek Polski. Jeśli jeszcze go nie odkryliście, to z pewnością musicie się tam wybrać. To świetna alternatywa dla Zakopanego - klimat ten sam, a nawet lepszy, bo nie ma aż takiego tłumu.
Na początek ważna jest kwestia noclegu - ja raz mieszkałam w Karpaczu, dwa razy w Szklarskiej Porębie. Co mogę wam polecić? Hmm.. trudne pytanie, bo tak naprawdę polecam wam obie te miejscowości. To tak naprawdę zależy od waszych upodobań i od tego co w czasie wyjazdu chcecie robić.
Pierwszy dzień spędzony w Karkonoszach nie był za bardzo intensywny, bo wiadomo byłam zmęczona sześciogodzinną podróżą autobusem. Dlatego dla relaksu wybrałam się do parku linowego w Szklarskiej Porębie - do Trollandi. Była to bardzo fajna przygoda. Wisiałam na linie, chodziłam na dużej wysokości po deskach. Jakoś to przeżyłam, bo na ogół mam duży lęk wysokości, ale go przemogłam. Jestem z siebie dumna!! Następnym krokiem było poszukiwanie Ducha Gór Karkonoszy. Potem wybrałam się do pysznej pobliskiej restauracji (niestety nazwy nie pamiętam)zjadłam tradycyjny góralski obiadek, zjadłam deser i poszłam dalej. Ostatnim już moim celem był Młyn Świętego Łukasza.
Na początek drugiego dnia odwiedziłam Zamek Chojnik. A jak się do niego dostałam? Bo trasa jest dosyć skomplikowana. Ja natomiast dotarłam do tego zabytku czarnym szlakiem z Sobieszowa, a po drodze wstąpiłam do Zbójeckiej Groty i Zbójeckich Skał.
Następny dzień postanowiłam spędzić w końcu bardziej aktywnie. A mianowicie poszłam do Term Cieplickich. Jest to bardzo fajne miejsce, a do dyspozycji goście mają baseny zewnętrzne i wewnętrzne. Dlatego też można tutaj zajrzeć zarówno zimą, jak i latem.
Czwarty dzień to przełom w moim życiu - wspięłam się w końcu na Śnieżkę - 1602 m n.p.m. Jest tutaj niebezpiecznie - momentami było naprawdę kryzysowo, ale dałam radę i jestem bardzo zadowolona. Byłam na Śnieżce dwa razy: raz szłam całą drogę, nie korzystając z żadnego transportu, natomiast drugim razem wjechałam wyciągiem na Kopę, a stamtąd już tylko godzinę pieszo szłam na sam szczyt. Po drodze skorzystałam z okazji i odwiedziłam następujące bardzo urokliwe zakątki: Obserwatorium Wysokogórskie, im. Tadeusza Hołdysa, Kaplicę św. Wawrzyńca, budynek poczty czeskiej oraz na koniec kościółek Wang.
Kolejnego dnia zwiedzałam miejsce noclegowe - czyli Szklarska Porębę. Odwiedziłam Leśną Hutę i Chatę Walońską. A następnie podążałam za sławny Wodospad Szklarki.
Szósty dzień to tor saneczkowy w Karpaczu. Bardzo chciałam tam pójść jeszcze przed wyjazdem, bardzo się cieszę, że dopiełam swego i sie tam wybrałam. Zjeżdża sie z niego około 30 km/h. Następnie poszłam na króciutki spacer po deptaku i doszłam aż do Zapory na łomnicy. Ostatnim moim punktem w Karpaczu była skocznia narciarska Orlinek.
Ostatni dzień, to oczywiście przez większość turystów nie lubiane pakowanie. Wczesnym rankiem się spakowałam - wstałam około godziny 6:00, by ze wszystkim zdążyć. Potem udałam się w stronę Kowar, by jeszcze zwiedzić Park Miniatur Dolnego Śląska.. Słyszałam o nim wiele razy, i musiałam go zobaczyć na własne oczy. Na pewno nie żałuję! Było bajecznie! I tak przebiegł mój wyjazd do Karkonoszy.
A już planuję następny wyjazd, nie mogę się doczekać.. bo to magiczne miejsce i najbardziej przeze mnie lubiane w naszym kraju... :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz